Detektywi w Opolu. Jak wygląda ich praca

W tym forum tylko moderatorzy mogą zakładac nowe tematy.

Moderatorzy: redaktor, Detektyw

ODPOWIEDZ
redaktor
Posty: 66
Rejestracja: 2010-02-02, 15:41

Detektywi w Opolu. Jak wygląda ich praca

Post autor: redaktor » 2010-12-20, 07:34

To brzmi ekscytująco: prywatny detektyw. W Opolu jest ich kilku. – Nie strzelam, nie biję się i nie urządzam szaleńczych pościgów samochodowych – mówi Paweł. – Tak jest tylko na filmach.

Paweł umawia się na mieście. Mówi, że do tego przywykł, bo klienci dbając o zachowanie dyskrecji często wolą omijać jego biuro. Paweł zaskakuje swoim wyglądem - długowłosy mężczyzna w t-shircie i rzymskich sandałach oraz zwojem koralikowych bransoletek na lewym nadgarstku. Bardziej przypomina muzyka rockowego niż utrwalonego przez filmy schematu prywatnego detektywa. Czyli ostrzyżonego na jeża faceta o kwadratowej sylwetce, w garniturze i elegancką teczką. – Zdziwienie, co? – pyta Paweł. – Ale ten wygląd bardzo pomaga mi w pracy.

Nieprawdą jest także, że jak prywatny detektyw, to ma za sobą duże doświadczenie w pracy w policji bądź w wojsku. Choć Paweł o tym, co robił wcześniej, zanim dostał licencję prywatnego detektywa, rozmawiać nie chce. - Sprawy, które do mnie trafiają, to nic nadzwyczajnego, to nie jest materiał na kryminał – przekonuje. – Ludzie są zbyt nafaszerowani serialową rzeczywistością.

Rzeczywistość jest taka, że polscy detektywi napotykają w swojej pracy wiele prawnych przeszkód. – Nie wchodzą w grę żadne pościgi czy podsłuchy – mówi Paweł. – A nagrywanie kogoś bez jego zgody grozi procesem o odszkodowanie za naruszanie dóbr osobistych. Moja praca polega głównie na obserwowaniu i mozolnym zbieraniu dowodów.

Sprawy, które do niego trafiają, dzieli na finansowo-gospodarcze albo rodzinne. – W tym drugim przypadku ludzie najczęściej przychodzą do mnie po materiał dowodowy przed rozprawą rozwodową w sądzie - dodaje. – A detektyw może wystąpić w sądzie w roli świadka.

Co mąż robi w nocy?
Czasem jednak typowa sprawa nie okazuje się banalna. Jak wtedy, kiedy do Pawła zwróciła się o pomoc młoda kobieta. - Podejrzewała, że mąż ją zdradza – mówi. – Pomyślałem wtedy: znowu to samo… Zdradę można ustalić z powodzeniem w ciągu miesiąca, tyle że kosztuje to około 5 tys. złotych, a na to jeszcze niewielu Polaków stać. – Niektóre klientki wynajmują mnie na tydzień, bo na tyle mogą sobie pozwolić – opowiada dalej. – Jednak trzeba mieć wyjątkowe szczęście, żeby ustalić coś w siedem dni.

Ale ta, która do niego trafiła, tym razem niespecjalnie liczyła się z kasą. Dla Pawła i jego pracowników (którzy też muszą mieć licencje prywatnych detektywów) zaczęło się żmudne i cierpliwe wyczekiwanie, żeby przyłapać męża klientki in flagranti. Wyczekiwanie w bramach, pod centrami handlowymi i w wielu innych miejscach.

– Do godziny piętnastej mąż tej pani był w swojej pracy, potem się urywał do wieczora – opowiada Paweł. – Czasami zarywał kawał nocy i wracał do niej nad ranem. Pracownicy Pawła zrobili zdjęcia, jak mężczyzna wsiada do różnych samochodów. Ale żadne ze sfotografowanych aut nie budziło podejrzeń żony ani skojarzeń ze znaną jej kobietą.
- Oczywiście, takie zdjęcia i filmy z dochodzenia po wykonaniu usługi zawsze otrzymuje zleceniodawca – podkreśla detektyw.

Żadnej kochanki nie zauważyli, jednak detektywa zastanowiło to, że mężczyzna podejrzewany o zdradę za każdym razem wsiada do innego samochodu. Zmienili więc "optykę” obserwacji i szybko przyuważyli, że w jednym z lokali ktoś dał mu pieniądze, niby zwyczajnie, tak jak przed zapłaceniem kelnerowi rachunku. Jednak grubość pliku banknotów, który schował do kieszeni, wskazywałaby, że będzie płacił za wszystkich w lokalu, w co trudno było uwierzyć.

Potem już niewiele czasu zabrało im ustalenie, że tutaj nie chodzi o kobietę, a o handel narkotykami. Mąż tej pani po pracy robił "interesy”, ale akurat to, skąd bierze duże pieniądze, nie wzbudzało jej zainteresowania. – Oczywiście, detektyw nie może stosować środków bezpośredniego przymusu, to znaczy nie mogę tak jak policjant posłużyć się kajdankami – tłumaczy Paweł. – Mogę zrobić to, co każdy obywatel w takiej chwili, czyli obezwładnić podejrzanego i czekać na przyjazd policji. I tak właśnie się stało w tym przypadku...

Ukryte słabości
Zdarza się, że klienci żałują wynajęcia detektywa. Bo kiedy poznają prawdę, okazuje się, że woleliby jej nie znać. Kiedyś zgłosiła się do Pawła kobieta, skarżąc się na słaby kontakt z córką. Tak zwany dobry dom, rodzice wykształceni. A z relacji matki wynikało, że dziewczyna przestała chodzić do szkoły, gdzieś się urywa i chodzi własnymi ścieżkami.

– Dla policji coś takiego to nie jest sprawa, a dla nas tak, i to prosta – stwierdza detektyw. – Ustaliliśmy, że w grę nie wchodzą żadne narkotyki. A dziewczyna miała słabość do starszych panów. Choć nie musiała, puszczała się z nimi dla pieniędzy. Zgarniała niezłą kasę… Rodzice przeżyli szok, kiedy zobaczyli zdjęcie, na którym ich córka wsiada do samochodu przyjaciela rodziny, stałego gościa ich domu. Dziewczyna była jednak pełnoletnia, miała prawo robić ze swoim życiem co chce.

A żadnemu z jej klientów nie groziły prokuratorskie zarzuty, że z nieletnią uprawiają seks.Innym razem przez kilka tygodni włóczyli się za mężczyzną, żeby przyłapać go w objęciach innej kobiety, o co podejrzewała go żona. I przyłapali, ale w objęciach z… mężczyzną. – Facet był biseksualny, ale to już jego sprawa – mówi spokojnie detektyw. – Pewnie ukrywał to przed światem i żył w normalnym związku. A tak na marginesie, ciekawostką jest to, że śledzenie swoich partnerów zlecają głównie kobiety.

Polak mądry po szkodzie
Sporą grupę klientów Pawła stanowią biznesmeni, którzy stracili zaufanie do wspólników. - Przyszedł do mnie człowiek, który z kuzynem prowadził kilka wspólnych biznesów – opowiada. – Kuzyn był mu od roku winien kilkadziesiąt tysięcy złotych, tłumacząc się niewypłacalnością. Mojemu klientowi wydało się to dziwne, bo ich interesy były dochodowe.

Pracownicy Pawła po uruchomieniu wywiadu gospodarczego ustalili, że biznesowy partner przez lata wykorzystywał ich klienta. – W tajemnicy przed nim kupił dom, nowy samochód i co roku wysyłał żonę z dziećmi na porządne wakacje - opowiada Paweł. – Kiedy udowodniliśmy mu, że okłamywał naszego klienta, oddał pieniądze. Nie chciał rodzinnego skandalu…

Jak dodaje, gdyby biznesmeni częściej korzystali z wywiadu gospodarczego i wcześniej zbadali, z kim wchodzą w biznes, to potem nie musieliby szukać pomocy prywatnego detektywa. – Ciągle mam do czynienia z tym samym problemem, czyli mądry Polak po szkodzie – mówi Paweł. – A czasem chodzi o kilkumilionowe sumy, które ludzie przesyłają niesprawdzonej firmie, potem jest już problem nie do odwrócenia.

A oszukać potrafi każdy. Paweł prowadził sprawę, w której firmę budowlaną "wykręcił”… ksiądz. – Uznali, że osobie duchownej można bezgranicznie ufać – opowiada. – Dlatego nie zadbali o żadną dokumentację i umowy. Kiedy przyszło do płacenia, proboszcz zwyczajnie się na nich wypiął. Do przekrętów najczęściej dochodzi w branży farmaceutycznej, budowlanej oraz węglowej. Mechanizm oszustw jest zwykle podobny.

- Najczęściej ktoś bierze towar o dużej wartości i ślad po nim ginie – mówi Paweł. – Nawet jeśli wpadniemy na jego trop, to nie można z niego nic ściągnąć, bo formalnie nie posiada żadnego majątku. Auto w leasingu, dom na córkę i teściową… Nie zawsze są to zawodowi przestępcy. Często oszustwa czy wyłudzenia dopuszcza się zwykły Kowalski, z którego okazja zrobiła złodzieja.

Prywatni detektywi zajmują się przeważnie sprawami z tzw. pogranicza prawa, które nie są dla policji, albo takimi, z którymi nie potrafi sobie ona poradzić. Dlatego ludzie często widzą w detektywach ostatnią deskę ratunku, ale niekiedy mylą ich z jasnowidzami.

Tak jest np., kiedy ginie kolejny szesnastowieczny zabytek z niezabezpieczonego kościoła. – Najprawdopodobniej były skradzione na zamówienie – mówi Paweł. – Giną wszelkie ślady, można tylko domniemywać, że zabytki są za granicą. Odnalezienie ich przekracza możliwości prywatnego detektywa. No, chyba że jednocześnie jest jasnowidzem.



Źródło

ODPOWIEDZ